
Mój znajomy poleciał do Kombodży na dwa miesiące. Sam.
Pomyślałam, że taka podróż to fantastyczny czas, aby pobyć z samym sobą. Przemyśleć i przeżyć to i owo.
Jakby to Karolina Kozielska powiedziała "przygoda życia"!
I gdy już przeczytałam relację Michała z Kambodży, o tym jak zajadał pająki, szarańcze i żaby, wyobraziłam sobie jak tam mu pięknie, nostalgicznie i gorąco, wróciła do mnie moja dawna tęsknota.
Pewnie też Święta mnie tak nastroiły dodatkowo:) Ale, do rzeczy.
Jako czterolatka miałam w swoim pokoju pianino, na którym czasami mogłam "pobrzdąkać". Tak się złożyło, że nie poszłam do szkoły muzycznej i dziś ledwie sto lat potrafię zagrać.
Wciąż jednak wraca do mnie moje marzenie z dzieciństwa aby grać na pianinie. Teraz wróciło z jakąś podwójną siłą, bo aż zadzwoniłam do szkoły muzycznej:)
Tak, wiem co możecie chcieć mi powiedzieć... Już wiele osób mówiło mi, że naukę gry na pianinie rozpoczyna się jako dziecko, a książki to się pisze na emeryturze.
Książkę napisałam przed trzydziestką, a na pianinie będę grać po trzydziestce:)
Przecież już nie będę dzieckiem drugi raz, tego nie mogę zmienić. Jednak paluszki mam, więc za rok, jakąś kolędę powinnam umieć:)
Może teraz pójdzie wolniej, ale za to radość na samą myśl mam wielką.
Swoją drogą w sytuacjach tego typu zwykle przypominam sobie o ludziach, którzy teoretycznie w ogóle o grze nie powinni myśleć. A myślą i grają.
Będę grała i ja:) Z wrażenia aż nie mogę zasnąć.
A Ty, czy Ty też masz marzenie, o którym myślisz z szybszym biciem serca?